Boży dar

Bożydara spotkałem zupełnie nieoczekiwanie niemal na środku rynku. Ostatni raz widzieliśmy się przed transformacją. Postarzał się, zgarbił, kruczoczarne niegdyś włosy, które tak podobały się dziewczynom, teraz były śnieżnobiałe, choć nadal imponująco gęste.
— Cześć stary, kopę lat! — on pierwszy mnie dostrzegł i rozpoznał. — Co u ciebie? Chodź, siądziemy gdzieś, wypijemy kawę, pogadamy.
Nieopodal była kawiarnia. Zamówiliśmy kawę i po kieliszeczku czegoś mocniejszego, by uczcić nieoczekiwane spotkanie.
— Wiesz, że zakon Męczenników Bosych odzyskał ten budynek, w którym za komuny mieściło się UB? — zagaił.
— Coś mi się obiło o uszy — odparłem.
— No. Otwierają tam szpital. Właśnie stamtąd wracam — wyjaśnił.
— Poszedłeś pomodlić się do dawnej siedziby Służby Bezpieczeństwa służącej teraz bogu? — zażartowałem.
— No nie, coś ty — roześmiał się. — Zatrudniłem się tam jako lekarz.
— Ty? Przecież nie wierzysz, do kościoła nigdy nie chodziłeś, a twoja opinia o duchownych nie nadaje się do publicznego cytowania — nie posiadałem się ze zdumienia.
— Nic się pod tym względem nie zmieniło. Ale wiesz, że zawsze potrafiłem rozdzielić sprawy zawodowe od prywatnych. Wyobraź sobie, że na wstępie posunęli mi pod nos lojalkę, którą ostatnio widziałem w Stanie Wojennym. Poskreślali po chamsku to co im nie pasowało i uzupełnili wpisy ręcznie. Popatrz, podprowadziłem jedną żeby dzieciom pokazać.
Cały wpis

Bój to będzie, oj będzie się działo

Wybory mamy za sobą, wyniki przed sobą, więc możemy pokusić się o garść refleksji. Z mojego egoistycznego punktu widzenia szkoda wielka, że do europarlamentu nie dostał się Tomasz Adamek. Tomasz Adamek obiecał bowiem miedzy innymi, że po zostaniu europosłem będzie walczył o zmianę regulaminu Eurowizji. Nie przepadam za boksem, ale tę walkę obejrzałbym z wielkim zainteresowaniem. Nie czarujmy się bowiem. Dla zdrowego, nawet nieco poobijanego po pysku mężczyzny, a także dla dzieci płci obojga widok mężczyzny z brodą musiał wywołać szok i zdumienie. Ponieważ kolor brody kompletnie nie korespondował z kolorem sukni. Skromna, czarna nie budziłaby tylu emocji.
Cały wpis

Wała

Niebywałe. Nasz pan premier jeździ po Europie i przekonuje do solidarności energetycznej, a komisarz UE do spraw energii Guenther Oettinger nie tylko nie jest zachwycony pomysłem, ale wręcz jest mu niechętny. To oczywiście wina Tuska, że nie wytłumaczył panu Guentherowi Oettingerowi w czym rzecz. Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi — chodzi o jednolitą cenę gazu w całej Unii. Nieświadomy komisarz stwierdził, że Nie zgodzę się na wyznaczoną politycznie jednolitą cenę i wyjaśnił, że Dla UE gaz jest towarem, a nie polityczną bronią.

Pan komisarz ewidentnie nie rozumie zasad liberalnej gospodarki wolnorynkowej. Gdyby przyjrzał się bliżej działaniu wyregulowanego przez rząd Tuska rynku leków, to przyklasnąłby pomysłowi z całego serca. Na dodatek takie uregulowania skłoniłyby Moskwę do zaprzestania używania paliw jako środka do wywierania nacisku. Pomysł jest tyle prosty, co rewolucyjny. Nie tylko należy wzorem leków ustanowić w całej Unii jednakowe ceny, ale także wprowadzić zakaz ich obniżania! Na rynku leków zdało to doskonale egzamin — tak tanich leków nie było nigdy w historii. Leki są tak tanie, że każdego, wliczając w to emerytów i niemowlęta, stać statystycznie na dwie tabletki, a nie jedno opakowanie, jak dotychczas.
Cały wpis

Efekt Słonia

W Wiedniu trwają prace nad porozumieniem w sprawie broni atomowej i Iran wydaje się, że rezygnuje z atomu jako broni, a  to oznacza dopuszczenie Iranu do światowego rynku paliw, a to oznacza tańszą ropę i gaz, a to oznacza spadek cen na rynkach światowych (nie na stacji benzynowej za rogiem ), a to z kolej oznacza zmniejszenie wpływów budżetowych z eksportu tych surowców z Rosji, a to oznacza konieczność przestawienia rosyjskiej gospodarki na tryb wojenny, a to oznacza wystąpienie Putina w sprawie konieczności przejścia rosyjskiego wojska na dostawy tylko z krajowego rynku zbrojeniowego (czy to oznacza ze nie kupią tych Mistrali z Francji? Chyba jednak nie). Co to oznacza dla Chin? I jakie otwiera to perspektywy przed rynkiem zbrojeniowym USA? To już niech powie słoń co tymi uszami macha.

 

14 maja  2014
villk

Słowo na niedzielę

Kościół katolicki to instytucja powiązana z Bogiem. Bóg jak wiadomo jest wszechmogący, ale nikt go jeszcze w akcji nigdy nie widział. Pewnie dlatego najmniej się go boją ci, którzy mu służą, bo wiedzą, że jego wszechmoc robi wrażenie tylko na niezbyt rozgarniętych wiernych. Wiernych, którzy nie zastanawiają się po co komuś, kto potrafi wszystko, wszystko wie, widzi i słyszy, otoczonemu na dodatek zastępami stworzonych przez się aniołów i wianuszkiem synów, po co takiemu komuś ułomni słudzy rekrutujący się spośród stworzonych przez siebie istot? I to tylko jednego rodzaju? Jak by zachował się papież, gdyby ktoś w Polsce, w Irlandii lub w Burkina Faso ogłosił się jego sługą i kazał sobie za usługi płacić? Ba! Żeby sługą! Na czym służenie na odległość miałoby polegać? Ogłosił się sługą, ale zajmuje się głównie interpretacją woli, słów, intencji. Papież milczy, a sługa interpretuje milczenie i tłumaczy jak je należy rozumieć. Papież mówi, a sługa tłumaczy, że wprawdzie powiedział to, co powiedział, ale rozumieć to należy zupełnie inaczej. Często odwrotnie. Jak szybko do kogoś takiego dobrałby się państwowy aparat sprawiedliwości? A przecież w omawianym przypadku mamy do czynienia ze służeniem komuś, kogo nikt nigdy ani na oczy nie widział, ani na uszy nie słyszał. Żaden sługa także nigdy nie przedstawił referencji. Wierni muszą wierzyć mu na słowo, a za dowód muszą wystarczyć powłóczyste szaty. Ale to nie wszystko! Sługom swoim ich pan za służbę nawet wynagrodzenia nie płaci, więc żyją z tego co wyżebrzą lub wyłudzą.
Cały wpis

Satyra

Jako ex-pilny słuchacz radia Tok FM nie śledzę na bieżąco wszystkich audycji, ponieważ lekarz ostrzegł mnie, że nie będzie kolejny raz leczył mi na NFZ szczęki zwichniętej z powodu ziewania. Dlatego gdy usłyszałem audycję satyryczną, czyli Klub Komediowy Tok FM nadstawiłem skwapliwie ucha. Słucham i słucham i… Popłakałem się ze śmiechu tarzając po podłodze. Żona chciała wezwać fachowców od kaftanów i apartamentów bez klamek, więc musiałem się uspokoić, ale dalej mam drgawki i napady. A to jest za każdym razem śmieszniejsze! W tej chwili, zgodnie z niezależnymi obliczeniami, sto trzydzieści siedem razy śmieszniejsze niż Ptok, który był najśmieszniejszy wtedy, gdy go zdjęto z anteny. Już samo to, że przez trzy dni przygotowano aż 2 (słownie: dwa) odcinki tego „programu satyrycznego” nadawanego od poniedziałku do piątku pięć razy dziennie jest satyrą samą w sobie i dowodem na to, że da się! Wystarczy tylko nie mieć pomysłu. Jakie radio taka satyra…
Cały wpis