Co poprzedni rząd uchwali, to my to spieprzymy

Przywódca Green Island postanowił zorganizować mistrzostwa świata. Wybudowano obiekty sportowe i zaproszono sportowców. Przygotowano regulamin, by każdy startujący w zawodach wiedział jakie warunki musi spełnić, by wygrać. Jeszcze zawody dobrze się nie rozpoczęły, a regulamin zmieniono. Kilkukrotnie. Gdy zawodnicy zakończyli współzawodnictwo okazało się, że międzyczasie zmieniły się zasady i wygrali nie ci, którym wydawało się, że wygrali. A ci co wygrali także przegrali, ponieważ również zmieniła się interpretacja wyników. Poza tym budżetu nie stać na złote i srebrne medale, wiec zwycięzcy otrzymają odpowiednio miedziane i gliniane (z glinu, Al).

Czternaście lat temu umówiliśmy się, czy może raczej rząd się z nami umówił, że każdy z nas część pieniędzy wpłacaną do ZUS-u będzie odkładał na swoim indywidualnym koncie w funduszu emerytalnym, który tych pieniędzy nie będzie wypłacał na bieżąco obecnym emerytom jak ZUS, lecz będzie obracał nimi, inwestował i pomnażał je. Mimo, że zarysowano dopiero zręby systemu przez ponad 10 lat nikt nie kwapił się, by go dokończyć. Wręcz przeciwnie — przystąpiono do psucia. Już w 2003 roku tow. Miller wyprowadził z systemu służby mundurowe. Ten ruch dał reszcie społeczeństwa możliwość finansowania mundurowym emerytur na łączną kwotę ok. 200 miliardów złotych.
Cały wpis

My, wy, oni, czyli divide et impera

Od dłuższego czasu mamy w kraju podział na dwa obozy wzajemnie zwalczające się. Po co? Same nie wiedzą. Być może u podłoża tego stanu rzeczy leży wyparcie, które w połączeniu z zaparciem daje takie objawy. Wyparcie, to — jak to zgrabnie ujęła Wikipedia — „usunięcie ze świadomości myśli, uczuć, wspomnień, impulsów, fantazji, pragnień itp., które przywołują bolesne skojarzenia lub w inny sposób zagrażają spójności osobowości”. Z kolei zaparcie, czyli inaczej wyprawa w zaparte, to niedopuszczanie do siebie myśli, że czarne nie jest białe. To powoduje, że oba obozy dostrzegają włos w oku przeciwników, a u swoich nie widzą szafy trzydrzwiowej.
Cały wpis

Trzeba było, wicie rozumicie

Pewnego razu pewien milioner zadzwonił do pewnego szachisty i zaproponował mu udział w pewnym turnieju szachowym. Ustalili, że za każdą przegraną partię szachista dostanie 50 tysięcy, a za wygraną 100 tysięcy. Turniej odbył się, niestety szachista przegrał wszystkie mecze. Gdy zgłosił się po pieniądze usłyszał: Nie mogę ci zapłacić, bo nie tak się umawialiśmy. Ja zleciłem zaprzyjaźnionemu szachiście przeanalizowanie rozegranych przez ciebie partii i okazało się, że każdą z nich mogłeś wygrać. Na przykład ta. Popatrz. Zamiast wieżą trzeba było zaszachować skoczkiem….

Ile razy słyszymy w różnych okolicznościach przeklęte zaklęcie „trzeba było”? Ile razy sami je wypowiadamy? Gdy w ten sposób wyrażamy swoją bezradność, żal czy wręcz ból (trzeba było go nie puścić, ja coś czułam, ale mnie nie słuchał…) to można jeszcze zrozumieć i wybaczyć. Ale tego rodzaju „argument” w ustach polityka, parlamentarzysty czy przedstawiciela instytucji państwowej, wymiaru sprawiedliwosci, to nie tylko przekleństwo, ale i kpina z rozsądku.
Cały wpis

Proszę przyjąć wyrazy

Ryba jak wiadomo ma kilka cech wyróżniających ją spośród innych organizmów żywych. Jedna z najważniejszych to brak skrupułów, gdy bierze. Inna sprawia, że nie da się jej utopić. Oraz że podobnie jak dziecko głosu nie ma. Trzeba także w trosce o prawdę wspomnieć, że ryba psuje się od głowy. A w Polsce od dawna.

Słuchając pierwszego radia informacyjnego nie można się było w ostatnich dniach opędzić od chodzących po głowie teorii spiskowych. Dobór gości biorących udział w dyskusji o OFE, która „toczy się” na antenie radia sprawia wrażenie nieprzypadkowego. Chlubnym wyjątkiem jest EKG Tadeusza Mosza. Nawet redaktor Głogowski gdy zaproszony gość zbyt pochlebnie wyrażał się o OFE, rzucał od niechcenia uwagę z gatunku negatywnych i zniechęcających. Chciałoby się podlinkować stosowną audycję, żeby nie być posądzonym o gołosłowność, ale z podcastami na portalu opinii jest jak z ogłoszeniami parafialnymi w Trybunie Ludu. Wiadomo było, że ogłoszeń parafialnych w Trybunie Ludu nie ma, więc nie ma sensu ich szukać, w przeciwieństwie do podcastów, które są.
Cały wpis

Gol Gotta

Święta, święta i po świętach mawia się po świętach. I trudno tej mądrości ludowej nie przyznać racji. Dla jednych święta to przeżycie duchowe, dla innych okazja do pofolgowania sobie w jedzeniu i piciu. Dla wielu to jedna z niewielu w roku szans spędzenia czasu w rodzinnym gronie.

Święta to tradycja, ale i przeżycie religijne. Zwłaszcza jeśli trzeba się poświecić i udać do kościoła. Dla kogoś, kto chodzi, bo tak trzeba to oczywiście żadne poświęcenie. Jednak dla kogoś, kto nie lubi marnować czasu jest to przeżycie wielce pouczające. Na przykład dowiaduje się, że Jezus zginął na krzyżu nie dlatego, że został na śmierć skazany przez Rzymian na wniosek swych rodaków. Umarł na krzyżu, bo — jak to wyjaśnia Jan (3:16) tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Wszechmocny bóg, który stworzył wszystko w zasięgu wzroku „dał”, czyli wysłał na śmierć, swojego syna! Cóż za nieskończone poświęcenie. A może nie do końca, skoro syn był a) nieśmiertelny (jako jeden ze składników boga, który jest jeden, jednakowoż składa się z siebie samego, syna swego i ducha świętego — święty z tej trójki jest tylko duch) oraz b) wiedział, że po trzech dniach zmartwychwstanie. I właśnie zmartwychwstanie, a nie śmierć świętowaliśmy kilka dni temu.
Cały wpis

Premier Robin Janosik Hood

Pewnego razu pracownik wracając z wypłatą do domu spotkał człowieka z laseczką zakończoną siekierką.
— Hej! Jestem Janosik — przedstawił się nieznajomy. — Oddaj mi 75% twojej wypłaty, albowiem biedni potrzebują jeść, a ty na biednego nie wyglądasz. Hej!
Na nic zdały się tłumaczenia, że w domu dziatki czekają, żona, że trzeba popłacić rachunki, spłacić kredyt. Janosik był nieugięty. Dał do zrozumienia, że i tak jest miłosierny, ponieważ mógł zabrać 100%. Ale nie jest bandytą, tylko samarytaninem wspierającym biednych.

Minął jakiś czas. Pracownik wracając z wypłatą do domu spotkał człowieka z łukiem i kołczanem pełnym strzał.
— Hey! Jestem Robin Hood — przedstawił się nieznajomy. — Oddaj mi 75% twojej wypłaty, albowiem biedni potrzebują jeść, a ty na biednego nie wyglądasz. Hey!
Na nic zdały się tłumaczenia, że już raz na biednych wpłacał, że w domu dziatki czekają, żona, że trzeba popłacić rachunki, spłacić kredyt. Robin Hood był nieugięty. Dał do zrozumienia, że i tak jest miłosierny, ponieważ mógł zabrać 100%. Ale nie jest bandytą, tylko samarytaninem wspierającym biednych.
Cały wpis

500 dni przestoju

Człowiek starszy, stary, leciwy względnie będący w podeszłym wieku porównuje to co widzi z tym co widział. Gołym okiem widzi, że jest inaczej, bo i dostrzega różnice. Na przykład ani Władysławowi Gomułce (ps. Wiesław), ani Edwardowi Gierkowi, ani Wojciechowi Jaruzelskiemu nie przyszło do głowy po pięciu latach rządzenia podsumowywać ostatnich 500 dni. Nie można wykluczyć, że „dzierżąc ster władzy” także pogardzali społeczeństwem i uważali je za pozbawione rozumu, ale przynajmniej tego nie okazywali.

Pan premier, który rozregulował system OFE nie racząc wprowadzić jakichkolwiek zmian na przykład w mechanizmie pobierania opłat przez zarządy mówi, że obecnie obowiązujący model OFE nie odpowiada marzeniom o wysokości emerytury. A dlaczego nie odpowiada, skoro składki „gromadzone” na subkoncie w ZUS-ie będą waloryzowane o wskaźnik średniego wzrostu PKB w pięciu latach poprzedzających waloryzację co roku 1 czerwca? Czyli na przykład środki z całego 2012 roku, zwaloryzowane zostaną już w czerwcu 2013, według stanu na 31 grudnia 2012 roku. Ale ZUS i OFE zamiast pobierać prowizję od zysku pobierają od składek. Wygląda więc na to, że rząd prędzej zlikwiduje OFE niż pozwoli zarządom ryzykować brak wynagrodzenia gdy nie wypracują zysku. Na szczęście możemy spać spokojnie, ponieważ Przedstawimy propozycje do bólu uczciwe, bo respektujące interes Polaków i państwa polskiego, a nie interes firm. Pomysły mają być bezpieczne dla państwa i dla emerytów.
Cały wpis

Prima aprilis czyli świąteczny poranek

— Dzisiaj naszymi gośćmi są — rozpoczęła audycję pani Redaktor — pan Dominik Przewodniczący, który przewodniczy wielu zebraniom i konwentyklom.
— Dzieńdobrywieczór państwu — żartobliwie przywitał się pan Przewodniczący.
— Drugim gościem dzisiaj jest Bogusław Ksiądz. Pan Ksiądz jest duchownym…
— Niech będzie pochwalony! — przywitał się Ksiądz tradycyjnie.
— Czwartym gościem jest Jan Nepomucen Ateista. Ja nie rozumiem jak można nie wierzyć, proszę pana.
— To bardzo proste, łaskawa pani — uśmiechnął się Ateista. — widzi pani ten zaciek na ścianie? — wskazał palcem na ścianę.
— Widzę — odrzekła pani Redaktor.
— A widzi pani. A ja nie wierzę, że pani widzi, bo tam nic nie ma.
— To ja tego nie rozumiem, ale chciałabym skończyć prezentację gości. Trzecim i ostatnim gościem jest pan… Pan… Gdzieś tu miałam zapisane.
— Sławomir Gejsza — pospieszył gość w sukurs pani Redaktor.
— Właśnie, Gejsza. Pan Gejsza jest… Ja nie rozumiem jak to można robić z mężczyzną — żachnęła się pani Redaktor.
— A ja nie rozumiem jak to można robić z kobietą — odgryzł się Gejsza.
— Co? — zainteresował się Ksiądz.
— Nie wierzę, że Ksiądz nie wie — zaśmiał się Ateista.
— No wiem, ale wolałem się upewnić — spłonął rumieńcem Ksiądz.
Cały wpis