Policja Obywatelska

Dawno, dawno temu, choć bynajmniej nie za siedmioma górami, pewnego poranka po przyjściu do pracy pracownik ku swemu przerażeniu odkrył, że było włamanie. Na pólkach i podłodze walał się poprzewracany towar, a na zaplecze prowadziła błotnista ścieżka – podwórze nie było utwardzone, a całą noc lało. Złodzieje musieli dostać się do środka przez małe okienko na zapleczu. Pracownik po ochłonięciu wykonał telefon do przełożonego, który zalecił zawiadomienie milicji i pozostanie na miejscu. Zabrał się więc za zawiadamianie milicji. Nawiasem mówiąc trudno sobie dziś wyobrazić, że niegdyś alarmy nie były tak masowe, a obywatelska była milicja. Po wykręceniu numeru 997 usłyszał w słuchawce „Pogotowie milicyjne proszę czekać, pogotowie milicyjne proszę czekać, pogotowie milicyjne proszę czekać, pogotowie milicyjne proszę czekać…”
Cały wpis