Abstrakcja, absurd, aberracja, czyli polska norma

I tak oto doczekaliśmy kolejnego końca tygodnia, po polsku zwanego weekendem. Pogoda dopisuje, zachęca do spacerów i rozmyślań. Na chwilę można odpocząć, odsapnąć, zapomnieć o problemach, aferach, tragediach, katastrofach i ofiarach. Od wszechogarniającej, zniewalającej powagi. Doszło do tego, że nawet satyrycy stali się poważni. Starający się lepiej lub gorzej rozśmieszać denerwowali społeczeństwo i zostali zwolnieni. Scena polityczna zaczyna przypominać gabinet figur woskowych, a kraj muzeum, gdzie nie wypada podnosić głosu, śmiać się i „obrażać uczuć”, czyli dotykać eksponatów. Myślą, mową, ni uczynkiem.

W tej sytuacji nie od rzeczy będzie próba zabawienia się. Oczywiście dyskretnie, po cichutku, by nie naruszać powagi chwili i nie tracić powagi. Zasady zabawy są proste i nieskomplikowane. Po prostu należy przypisać do opisanej krótkiej historyjki kategorię. Kategorie są trzy: abstrakcja, absurd, aberracja (A, A, A) oraz dodatkowa – norma (N). Wprowadzeniem w temat będzie autentyczne wydarzenie, jakie miało miejsce w jednym z większych trójmiast na północy Polski. Otóż do skrzyżowania zbliżały się dwa pojazdy komunikacji miejskiej. Jeden z nich pojechał prosto, a drugi był czerwono-kremowy. Do jakiej kategorii można zaliczyć ten zdumiewający przypadek? A?
Cały wpis

Przepraszam

W zasadzie nie powinienem sam się kajać, bo samokrytyka nie jest na topie, ale nikt nie chciał się podjąć. A sprawa jest pilna i paląca, albowiem nie może być tak, żeby byle obywatel mówił i pisał co chce, myślał co myśli i na dodatek tak uważał oraz posiadał określone, czyli głównie niesłuszne, poglądy.

Modelowy tok postępowania wygląda następująco – inkryminowana audycja znika, przeprosiny za nią pojawiają się, a o co chodzi można dowiedzieć się choćby z Faktu. Żeby więc być w zgodzie z obowiązującymi trendami powinienem przeprosić za swoich rodziców. Bo to przecież niefrasobliwość dorosłych bądź co bądź osób sprawiła, że od początku ciągnie się za mną odium grzechu, którego nie zmyła ani komunia, ani komuna. Z modelu wynika wszakże wiązanie przeprosin z usuwaniem wszelkich śladów po grzechu, co wielce komplikuje sytuację. Dodatkowo zmusza do opierania się na relacjach osób trzecich. Czyli dokładnie tak jak w moim przypadku – że zgrzeszyłem samym przyjściem na świat poinformował zatroskaną rodzinę ksiądz. Nie pomnę w tej chwili, czy ktoś za to przeprosił i kogo.
Cały wpis