Świątynia sztuki, sztuka dojenia, strzyżenie gratis

Co to jest świątynia? Świątynia to jest miejsce, gdzie nie działa wolny rynek. A więc w świątyniach sztuki – muzeach, galeriach i temu podobnych – też nie działa. Twórcom nie wystarczy 150 lat ochrony ich dzieła przed oni sami nie wiedzą kim. Artystom nie wystarczy pobieranie haraczu od wszystkiego od czego haracz pobierać się da. Kto zdaje sobie sprawę, że kupując skaner do biura lub domu płaci twórcom 3% jego ceny? A od zwykłego faksu na papier termiczny uiszcza tylko 1%? O papierze (z wyjątkiem toaletowego), nośnikach CD-R, DVD±R, BRD itp nawet nie warto wspominać.

Największą zmorą artystów jest brak zainteresowania. Skoro nikt nie chce kupować prac, trzeba jakoś zmusić potencjalnych kupców, by kupili. Najlepiej do tego nadają się instytucje państwowe, ponieważ dysponują groszem publicznym, czyli niczyim. Teraz twórcy protestują. Ponieważ rząd chce im odebrać przywileje. Wrocławskie Muzeum Narodowe włącza się do ogólnopolskiego protestu w obronie przywilejów podatkowych dla twórców.
Cały wpis

Módlmy się…

Przez niemal całe 45 lat minionego okresu wbijano dzieciom i młodzieży do głów, że socjalizm to awangarda, postęp, że tylko socjalizm zapewnia dobrobyt oraz równość wszystkich obywateli. Po niewiele ponad dziesięciu latach, już w roku 56 okazało się, że to nie do końca prawda. Dla Węgrów dodatkowo okazało się bardzo boleśnie i krwawo. Potem oni nam wmawiali, że czarne jest białe, a my udawaliśmy, że wierzymy. Ale przy każdej okazji demonstrowaliśmy sceptycyzm.

Rzecz charakterystyczna – niemal do ruiny swoje państwo doprowadził satrapa w Rumunii i nasi światli przywódcy. Takiej mizerii, jaką osiągnęli nie udało się osiągnąć nikomu w tak zwanych „demoludach”. W Polsce jedynymi kwitnącymi wyspami na oceanie nędzy był – oprócz rezydencji bonzów partyjnych – Kościół. Zwłaszcza w latach osiemdziesiątych, gdy władza przestała udawać, że go prześladuje i zwalcza. Polskie radio transmitowało mszę świętą* w niedziele i święta, mimo braków na rynku kościoły i domy parafialne rosły jak na drożdżach. Kościół entuzjastycznie podszedł i twórczo rozwinął komunistyczny wynalazek, tak zwany „czyn społeczny”. Parafianie, wyczytywani często podczas mszy, mieli obowiązek świadczyć nieodpłatnie usługi na rzecz parafii.
Cały wpis

… a w 2040 spotkasz bogatego emeryta…

Pewnego razu pewien baca obudził się rano z twardym postanowieniem, że coś zrobi. Kręcił się po obejściu w poszukiwaniu owego czegoś, aż jego wzrok padł na przewieszającą się przez płot gałąź. Żwawo pobiegł do komórki, wyjął piłę, wdrapał się na drzewo i przystąpił do piłowania. W pewnym momencie pracę przerwał mu przechodzący mimo przechodzień, który krzyknął:
— Baco!
— A co? — odkrzyknął baca grzecznie, aż sam się zdziwił, bo był przeciwnikiem przerywania.
— Jak dalej będziecie piłować tę gałąź, na której siedzicie, to spadniecie wraz nią.
— Ot, buc — pomyślał baca i nic nie odrzekł, tylko wymownie popukał się palcem w czoło, po czym powrócił do przerwanej czynności. Po chwili, gdy przechodzień zniknął już w oddali, gałąź zaczęła trzeszczeć, a chwilę potem baca rymsnął na ziemię jak długi. Rozcierając obolałe miejsca jedną ręką i drapiąc w głowę drugą mruczał do siebie ze zdumieniem i nieskrywanym podziwem:
— Prorok jaki czy co!?

Cały wpis

e-kompromitacja

Dawno, dawno temu wypasem owiec zajmowali się pasterze. Jeden z nich zapędził powierzone sobie stado pod las. W pewnym momencie zaczął krzyczeć i wzywać pomocy, ponieważ zły i krwiożerczy wilk porwał mu owcę. Sprawa była poważna, ponieważ pasterz odpowiadał materialnie za powierzone sobie zwierzęta. Znajdujący się więc w pobliżu inni pasterze usłyszawszy krzyk pobiegli natychmiast na pomoc. Gdy dotarli na miejsce wzywający pomocy oznajmił im ze śmiechem, że się pomylił (cha cha cha), że wilk mu niczego (cha cha cha cha) nie porwał, a on tak tylko żartował i niepotrzebnie się fatygowali. Po jakimś czasie sytuacja powtórzyła się. I znów spieszący na pomoc dowiedzieli się, że to dobrze, że są czujni (cha cha cha cha), ale nic się nie stało. Pewnego dnia, w godzinach południowych, z lasu wypadła wataha wilków i porwała pastuchowi prawie całe stado, a on sam ledwo uszedł z życiem. Na próżno jednak wydzierał się aż ochrypł – nikt nie pospieszył z pomocą. Albowiem nawet pastuch ma honor i rozum i limit nabić w butelkę.
Cały wpis

Parla męt

Dawniej nie robiło się wielu rzeczy tylko dlatego, iż nie wypada. Przyjęło się nawet określać mianem „nieparlamentarne” zachowanie lub przemawianie odbiegające rażąco od norm przyjętych w kręgach elity narodu, arystokracji. Przez dwadzieścia lat polscy politycy pracowali nad odwróceniem znaczenia tego słowa. W miarę upływu czasu coraz mniej dla nich było rzeczy, których nie wypada. Więc zaczęło wypadać w stanie upojenia alkoholowego snuć się po sejmie bełkocząc do kamery, urządzać wyścigi meleksami podczas podróży służbowej i wiele, wiele więcej. Z drugiej strony coraz bardziej wypadało posługiwać się językiem coraz wulgarniejszym, coraz bliższym rynsztokowi. Dziś już można śmiało postawić tezę, że zachowanie nieparlamentarne to synonim zachowania kulturalnego, gdzie rozmówcy nie obrzucają się błotem i inwektywami, jedzą nożami i widelcami, a potrzeby fizjologiczne załatwiają w miejscach do tego przeznaczonych.
Cały wpis

Troska o troskę

Cud nad Wisłą w powszechnym mniemaniu miał miejsce dawno temu, w ubiegłym stuleciu, ba, tysiącleciu. Ale jeden cud nie czyni wiosny, więc od tego czasu w tym miejscu (chodzi o miejsce na mapie) miało miejsce wiele mniejszych lub większych cudów. Ostatnio zaś nastąpił ich prawdziwy wysyp.

Jak wiadomo jeśli prezes największej partii opozycyjnej powie „a”, to prezes rady ministrów gwałtownie zaprzeczy. Oczywiscie działa to także w drugą stronę. Pod koniec kwietnia w cudowny sposób prezesi zamienili się rolami i jeden poparł kanclerz Niemiec w bojkocie Ukrainy, a drugi uznał ten gest za strzał samobójczy. - Dobra drużyna piłkarska tracąc głupią bramkę na początku potrafi zerwać się do boju. Mogę państwu zagwarantować, że my, Polacy odrobimy tę stratę, ale ona jest niepotrzebna. – oznajmił premier na konferencji prasowej. I bynajmniej nie miał na myśli reformy emerytalnej. Cały wpis